czwartek, 16 lipca 2015

Orla Perć - BUCZYNOWE TURNIE

Łańcuchy na Buczynowych Turniach
Druga część odwiedzonego w ostatni weekend odcinka Orlej Perci, od Skrajnego Granata do przełęczy Krzyżne, czyli BUCZYNOWE TURNIE. Po przejściu odcinka od Żlebu Kulczyńskiego do Skrajnego Granata, postanowiliśmy nie schodzić żółtym szlakiem do Doliny Gąsienicowej jak pierwotnie zakładaliśmy, a udać się dalej i przejść liczący ok. 1,5 km. odcinek Buczynowych Turni. Stojąc na Skrajnym Granacie i spoglądając w kierunku przełęczy Krzyżne, odcinek faktycznie nie wydaje się być długi, i podejmujemy decyzję o jego przejściu. Jednak jak się później okazuje czas jego przejścia na mapie wynoszący 2,5 godz., wcale nie jest na wyrost, i daje nieźle w kość. Przemierzając ten odcinek raz napotykamy metalową drabinkę a w większej jego części towarzyszą nam łańcuchy, raz po raz wchodząc na grań, by za chwilę z drugiej strony zejść w dół. Najgorsze w tym szlaku jest to, że wspinasz się mocno w górę, po to aby stanąć na przełęczy z której musisz zejść, a za kilka metrów powtórka i znowu ostro w górę na grań i w dół ... Takich zejść i wejść jest niespotkana przeze mnie wcześniej ilość, a to działa niesamowicie na psychikę, bo kiedy wydaje się, że to już ostatnie podejście i zejście naszym oczom ukazuje się kolejne i kolejne, aż do samej przełęczy Krzyżne.
Poniżej Dolina Roztoki
Co prawda przez samą przełęczą robi się trochę spokojniej i nogi mogą odpocząć, ale tylko na chwilę bo zejście do Doliny Pańszczycy też potrafi zmęczyć. Dalej już nieco spokojniej dnem doliny do schroniska Murowaniec, i dalej do Kuźnic.
Tak jak pisałem WCZEŚNIEJ cała trasa to ok. 40 km. chodzenia, i najlepiej byłoby podzielić ją na krótsze odcinki. Nam korzystając z wczesnego wyjścia i przepięknej pogody, udało się zrobić ją w jeden dzień, a na podsumowanie dodam, że to była najlepsza trasa jaką dotąd w tatrach przeszedłem.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Orla Perć - GRANATY

Turyści w jednym ze żlebów na Orlej Perci
Nareszcie długo oczekiwany, najniebezpieczniejszy i najtrudniejszy szlak w całych Tatrach. Całą Orlą zawsze dzieliłem na trzy części, a w ostatni weekend mieliśmy spróbować najkrótszej jej części, od Żlebu Kulczyńskiego, po Skrajny Granat. Jak się jednak później okazało, przeszliśmy aż do Przełęczy Krzyżne, choć pod koniec 40 kilometrowej trasy, nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa.
Ale po kolei.
W ostatnią sobotę wraz z grupą znajomych udaliśmy się busem do Zakopanego, skąd o trzeciej w nocy ruszyliśmy przez Kuźnice na Halę Gąsienicową i nad Czarny Staw Gąsienicowy. W tym miejscu część osób udała się w stronę Kasprowego Wierchu, natomiast ja z grupą 7 kolegów dalej w stronę Koziej Dolinki i Żlebu Kulczyńskiego. Trasa początkowo nie przysparza trudności, jednak od dna żlebu się to zmienia, i aż do samego szczytu pniemy się ostro w górę, gdzie bardzo często pomagają nam w tym łańcuchy, bez których wejście wydaje się niemożliwe. Na samej górze czarny szlak łączy się z głównym szlakiem graniowym w kolorze czerwonym, którym idziemy, aż do Skrajnego Granatu.
Panorama z Granatów w kierunku Doliny Pięciu Stawów Polskich
Trasa od Żlebu Kulczyńskiego jest już spokojniejsza, chociaż chodzenie granią z przepaścistymi zboczami z jednej bądź z drugiej powoduje szybsze bicie serca. Sama trasa od Czarnego Stawu Gąsienicowego, przez Kozią Dolinkę, Żleb Kulczyńskiego po Skrajny Granat dostarcza mnóstwa adrenaliny i nie jestem w stanie opisać towarzyszących widoków, może choć trochę oddadzą to poniższe zdjęcia, chociaż najlepiej udać się tam samemu i na własne oczy zobaczyć przepiękne widoki z tego szlaku.
Poniżej zdjęcia z trasy Hala Gąsienicowa - Czarny Staw Gąsienicowy - Kozia Dolinka - Żleb Kulczyńskiego - Skrajny Granat, a panorama z Zadniego Granatu w dziale PANORAMY.
Druga część trasy wiodąca przez Buczynowe Turnie, wkrótce na moim blogu.

środa, 1 lipca 2015

Veľký ROZSUTEC

Przez wiele osób, Wielki Rozsutec uznawany jest za najpiękniejszą górę Słowacji. Musiałem w końcu zobaczyć na własne oczy charakterystyczny szczyt Małej Fatry, z ostrymi, przepaścistymi i skalnymi graniami.
Panorama z Wielkiego Rozsutca
Wielki Rozsutec
Auto mieliśmy zaparkowane w Stefanowej, i z niej mieliśmy udać się na przełęcz Medzirozsutce i dalej na Wielki Rozsutec. Niestety, na starcie pomyliliśmy szlaki, co prawda kolory się zgadzały i szliśmy szlakiem zielonym, ale jak się dalej okazało przemalowanym z żółtego. Po dotarciu do miejsca oznaczonego jako Huty, kontynuowaliśmy wędrówkę przez górną część Hornych dier, do przełęczy Medzirozsutce 1200 m.n.p.m. Z tego miejsca można udać się na Dużego bądź Małego Rozsutca. Tutaj mieliśmy mały kryzys, bo ogrom Wielkiego Rozsutca z przewyższeniem z przełęczy, wynoszącym przeszło 400 metrów, wygląda na wymagającego i niedostępnego dla nas. Jednak po krótkim odpoczynku próbujemy swoich sił i przez kolejne 1,5 godziny, non stop, idziemy ostro pod górkę, aż do osiągnięcia szczytu. Po drodze niejednokrotonie pojawiają się łańcuchy, strome i urwiste zbocza, gdzie szczególnie podczas deszczu, może być niebezpiecznie. Sama góra z przewyższeniem przeszło 1000 metrów potrafi zmęczyć, ale jak to w takich miejscach bywa widoki z góry wynagradzają trud wycieczki. Wracaliśmy niestety tą samą trasą, z wyjątkiem dolnej części w której zwiedziliśmy jeszcze Janosikowe Diery, opisane przeze mnie wcześniej.
Fotorelacja z WIELKIEGO ROZSUTCA PONIŻEJ.