poniedziałek, 15 lutego 2016

ZIMOWY Popradzki STAW - bez aparatu

Dolina Złomisk
Nigdy wcześniej taka sytuacja mi się nie przydarzyła, nie wyobrażałem sobie jechać w góry bez aparatu. Od pierwszej, samodzielnej wizyty w górach w 2001 roku, zawsze z aparatem.
Tym razem również spakowałem aparat, filtry, dodatkowe karty nawet statyw, wszystko oprócz baterii do aparatu, którą przed samą podróżą chciałem doładować. No nic, został mi jeszcze telefon NOKIA Lumia 830, i to nim udokumentowałam całą zimową trasę, do Popradziego Stawu i wokół Szczyrbskiego Jeziora.
A co do zimowego spaceru, to ze względu na dzieci po raz kolejny wybraliśmy najkrótszy i najprzyjemniejszy wariant dotarcia do Schroniska, czyli szlakiem niebieskim.
Wyjazd standardowo wcześnie, tym razem o 5 rano starujemy i na miejscu jesteśmy o godz. 9:00. Jak się okazało po dotarciu na parking Popradske Pleso, panuje tu niezła zima, więc przebieramy się w zimowe stroje, bierzemy sanki i ruszamy w górę. W drodze do Popradzkiego Stawu, dużo spacerujących ludzi i dość spora ich część wybiera się w górę na nartach.
Bajkowa zima i droga do Popradzkiego Stawu
Po dwóch godzinach spaceru, wśród przepięknej zimowej scenerii, oblepionych śniegiem świerków, zaśnieżonych tatrzańskich szczytów i bezchmurnym niebie docieramy do schroniska. W środku prawdziwie sielankowy klimat, mnóstwo turystów no i ten nasłoneczniony taras z widokiem na zbocza Osterwy. Korzystamy więc z wolnego miejsca na tarasie, decydujemy się na posiłek i krótki odpoczynek, po czym udajemy się w kierunku szlaku na Przełęcz pod Osterwą. Tutaj chwila na udokumentowanie schroniska na tle Grani Baszt i wracamy tą samą drogą do samochodu. Ta część dla dzieci przysparza największą frajdę, bo praktycznie całą drogę do parkingu pokonują na sankach, raz po raz lądując w przydrożnych zaspach.
Po dotarciu do auta udajemy się się jeszcze na krótki spacer brzegiem Szczyrbskiego Jeziora. Jednak tutaj klimat już niestety zupełnie inny, pełna komercja, mnóstwo straganów, tłumy turystów... to nie dla mnie. Chwilę więc spacerujemy w okolicach zamarzniętego jeziora i udajemy się w drogę powrotną. Trzeba stwierdzić, że wypad typowo pod dzieci dostarczył mi sporo satysfakcji, no gdyby nie ta przygoda z aparatem to byłoby naprawdę super.
Zapraszam do galerii z zapytaniem, czy aparat w komórce przy takiej pogodzie daje radę?
Zamieszczone zdjęcia są wykadrowane i delikatnie podretuszowane.